gototopgototop

Zegarek/Pogoda

Konfiguracja

Naszą witrynę przegląda teraz 20 gości 
Polish Chinese (Simplified) English French German Italian Russian Spanish

Banery

  • Jazz nad kamienną
  • mkidn
  • ostrowiec.travel
  • Browart
  • Mapa Kultury
  • Portal Informacji Kulturalnej
  • Piknik Gombrowiczowski
  • Stowarzyszenie Kulturotwórcze  Nie z tej Bajki
  • Biuletyn Informacji Publicznej
  • Piknik Gombrowiczowski
  • Wielki Ogień
Tablica upamiętniająca Leona Szpilmana
czwartek, 07 stycznia 2016 10:33

1 lutego odbyła się uroczystość odsłonięcia umieszczonej na fasadzie kina "Etiuda" tablicy pamiątkowej poświęconej pochodzącemu z Ostrowca Świętokrzyskiego żydowskiemu pianiście i kompozytorowi Leonowi Szpilmanowi. Ceremonię poprzedziła nadzwyczajna, uroczysta sesja Rady Miasta w Galerii Fotografii MCK.

 

Helene Shifman - córka Leona Szpilmana z mężem, synem i jego narzeczoną

 

Odsłonięcie tablicy w Ostrowcu Świętokrzyskim poprzedziła polska premiera "Rapsodii 1939-1945" w Rzeszowie. Najważniejszy utwór w kompozytorskim dorobku  L.Szpilmana zabrzmiał 29 stycznia w Filharmonii Podkarpackiej, która była organizatorem koncertu "Muzyka w blasku menory". Jednym z czterech wykonywanych tam utworów była właśnie "Rapsodia" skomponowana w 1947 r. przez pochodzącego z Ostrowca Świętokrzyskiego żydowskiego pianistę, który po wojnie wyemigrował do Toronto, gdzie kontynuował karierę jako pianista, akompaniator i reżyser muzyczny Teatru Żydowskiego oraz lider Orkiestry Leo Spellmana.

W Rzeszowie swoją kompozycję zaprezentował także dyrygujący całym koncertem prof. Paul Hoffert z Toronto, który zaaranżował i ze swoją orkiestrą nagrał odnalezioną po 50-latach "Rapsodię" L.Spellmana. Razem z rodziną wziął udział także w ostrowieckich uroczystościach.

 


Paul Hoffert


Leon Szpilman urodził się 18 kwietnia 1913 r. w Ostrowcu w żydowskiej rodzinie o bogatych, sięgających czterech pokoleń tradycjach muzycznych, mieszkającej w kamienicy na rogu Alei 3 Maja i ulicy Kilińskiego (w miejscu, gdzie sześć lat temu stanął ostrowiecki McDonalds). Naukę gry na pianinie rozpoczął mając zaledwie cztery lata, a w wieku dziewięciu lat rozpoczął muzyczną karierę, akompaniując jako tzw. taper do niemych filmów w iluzjonie, nie zaniedbując jednak podstawowej edukacji w szkole (grywał po lekcjach). Dzięki temu według świadectwa jego rówieśnika Mojżesza Znaimera został pierwszym w mieście żydowskim chłopcem posiadającym swój własny rower. Później nastoletni Leon wszedł w skład kapeli klezmerskiej, z którą występował nieprzerwanie aż do wybuchu drugiej wojny światowej i niemieckiej okupacji. Miał wtedy namawiać swojego kuzyna, rozsławionego poprzez oscarowy film Romana Polańskiego „Pianista” Władysława Szpilmana do opuszczenia kraju. Ostatecznie jednak obydwaj Szpilmanowie pozostali w kraju, ten sławniejszy, bo pracujący jako pianista w Polskim Radiu w Warszawie, drugi w rodzinnym Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie trafił do tamtejszego getta.

Pozostając wierny swej pasji i talentowi, na początku lat 40. ubiegłego wieku utworzył w ostrowieckim getcie żydowską orkiestrę, uczył też jednego z funkcjonariuszy gry na akordeonie. Dzięki temu przeżył, bo kiedy w październiku 1942 r. Niemcy przygotowywali się do likwidacji getta, ów strażnik odpowiednio wcześnie ostrzegł Leona i jego poślubioną zaraz po wybuchu wojny żonę Marię (zdrobniale zwaną Manią), dzięki czemu Szpilmanowie zdołali uciec z miasta. Schronili się w Puszczy Iłżeckiej, gdzie ukrywali się przez kilka miesięcy pod ochroną oddziału partyzanckiego. Członkowie ich rodzin, którzy pozostali w ostrowieckim getcie, zostali wywiezieni do obozu zagłady w Treblince i tam zginęli (m.in. ojciec i siostra L. Szpilmana). Ostatnie osiemnaście wojennych miesięcy młoda para wraz z bratem Mani – Stanisławem spędziła ukrywając się w domu chrześcijańskiej rodziny 21-letniego studenta Henryka Wrońskiego przy ulicy Denkowskiej 12.- Byliśmy wygłodzeni i przemarznięci. Nie mogliśmy nawet głośno rozmawiać, by nie usłyszeli nas sąsiedzi – wspominał po latach pianista z Ostrowca.

W końcowym okresie okupacji, w połowie stycznia 1945 r., gdy do miasta zbliżała się Armia Czerwona, uciekający przed nią niemieccy żołnierze wtargnęli do mieszkania Wrońskiego, by się tam schronić. W efekcie tego kolejne dni Leon, Mania i Stanisław spędzili w piwnicy, tuż pod nosem Niemców. Którejś nocy głód zmusił Leona do ryzyka - wyszedł z ukrycia, potajemnie wszedł do domu i ukradł jednemu z żołnierzy chleb. Następnego dnia rano wybuchła straszna awantura, bo hitlerowcy wzajemnie oskarżali się o kradzież. W końcu opuścili mieszkanie Wrońskiego, a Szpilmanowie wreszcie mogli wyjść z ukrycia, co jednak nie oznacza, że definitywnie skończyły się ich nieszczęścia. Co prawda pod swój dach przygarnęła ich starsza siostra Leona – Chana, ale okazało się, że to był początek kolejnej tragedii. W czasie  najścia na jej mieszkanie w domu Fajgli Krongold przy ulicy Sienkiewicza dokonanego przez żołnierzy niepodległościowego podziemia doszło do strzelaniny, w której syn Chany zginął, a Leon został ciężko ranny w ramię. To zdarzenie ostatecznie przesądziło o podjęciu decyzji dotyczącej wyjazdu z Ostrowca Świętokrzyskiego i kraju.

 

Leon Szpilman


W 1947 r. Szpilmanowie trafili do obozu dla wysiedlonych w Furstenfeldbruck na terenie okupowanych wtedy przez aliantów Niemiec. Właśnie tam ostrowiecki pianista wreszcie spełnił zobowiązanie podjęte w czasie wojny, kiedy to poprzysiągł sobie, że zostawi potomnym świadectwo holocaustu i innych tragicznych wydarzeń, w których uczestniczył jako niespełna trzydziestolatek. Skomponowany wtedy utwór opatrzony tytułem „Rapsodia 1939-1945” zawiera trzy części, bo podejmuje trzy wyraźnie zarysowane tematy: okrucieństwo i brutalność wojny, smutek z powodu utraty bliskich oraz poczucie nadziei na lepsze jutro. Pierwsza część utworu jest muzycznym obrazem odgłosów wojny: ognia karabinów maszynowych, huku spadających bomb i kroku maszerujących wojsk. Tematem drugiej części jest żałoba i lament, które zostały zobrazowane przez wyeksponowane fragmenty fortepianowe. Ostatnia, trzecia odsłona, to obraz radości nasycony pełnymi życia dźwiękami muzyki klezmerskiej. Muzyka zdaje się przypominać, że nawet w obliczu największych nieszczęść, siła, wytrwałość, cierpliwość i nadzieja stanowią istotę żydowskiej duszy. Finalny, pełen uniesienia i zwycięski fragment rapsodii Szpilmana odnosi się do „Ha Tikva” (hymnu żydowskiego państwa Izrael).

- Utwór ma przywodzić na myśl odgłosy wojny: strzały, płacz, wybuchy i radość z wyzwolenia – wyjaśniał kompozytor „Rapsodii.”Jednak jej granie było dla niego zbyt bolesne. To dlatego w 1948 roku, gdy wraz z żoną i synem Lesem wyemigrował do Kanady, postanowił że miejscem wojennej rapsodii będzie walizka schowana w garażu przy jego nowym domu w północnym Toronto. Wtedy także wraz z rozpoczęciem nowego rozdziału w swym życiu zmienił nazwisko z rodowego Szpilman na jego zanglicyzowaną formę – Spellman, zaś imię skrócił z Leon do Leo. Za oceanem odnalazł swoją siostrę Chanę, która wcześniej osiadła w Toronto, i zdążyła tam ponownie wyjść za mąż. Bardzo szybko wrócił do wykonywanego w Ostrowcu Świętokrzyskim zawodu pianisty i założył Orkiestrę Leo Spellmana, która cieszyła się sławą jednego z najlepszych kanadyjskich zespołów wykonujących muzykę taneczną, co zapewne mogą poświadczyć goście ponad tysiąca przyjęć weselnych, na jakich zagrała.W 1950 r. na świat przyszła córka kompozytora – Helena, a czterdzieści lat później, w 1990 r. Spellmanów w Toronto odwiedził Henryk Wroński, ostrowczanin, który w latach 1943 -1945 ukrywał ich w swoim domu przy Denkowskiej. Od tamtego czasu zdołał zostać profesorem ekonomii wykładającym na paryskich Sorbonie. Ta wizyta na pewno odświeżyła pamięć Leo i Mani Spellmanów o Ostrowcu Świętokrzyskim i doznanych tam okropnościach wojny, ale nie przyczyniła się jednak do podjęcia decyzji o ujawnieniu światu rapsodii skomponowanej w 1947 r. To stało się dopiero kilka lat później za sprawą wspomnianego wcześniej sławnego rodaka i kuzyna Leo, Władysława Szpilmana, którego życie stało się kanwą dla nagrodzonego Oskarem „Pianisty” Romana Polańskiego.

 

Władysław Szpilman

 

Pod wieloma względami historia Leo Spellmana przypomina jego losy. Obydwaj Szpilmanowie byli utalentowanymi muzykami, którzy utracili swych bliskich w holocauście, i przetrwali w niewyobrażalnie trudnych warunkach, ukrywając się tuż pod nosem nazistów. Tak samo zmierzyli się z traumą wojny tworząc dzieła, które przez lata były ukryte przed opinią publiczną, a zostały ujawnione dopiero wiele lat po wojnie. „Rapsodia 1939-1945” czekała na swoje prawykonanie schowana w walizce przez dziesięciolecia, pamiętniki Władysława Szpilmana doczekały się reedycji dopiero w 1998 r. O ile na początku drugiej wojny światowej Leon bezskutecznie próbował przekonać Władysława do ucieczki z Polski; to sześć dekad później Władysław odegrał kluczową rolę w wydobyciu na światło dzienne wojennej rapsodii swego kuzyna. W czasie przygotowań do koncertu w Muzeum Pamięci Holokaustu w Waszyngtonie jego organizatorzy zwrócili się do Władysława Szpilmana z prośbą o pomoc przy poszukiwaniu żyjących twórców tradycyjnej muzyki żydowskiej, ale ponieważ ten de facto nigdy jej nie komponował, więc odmówił udziału w tym przedsięwzięciu, lecz zarekomendował swojego kuzyna z Toronto. Dopiero wtedy Leo Spellman otworzył walizkę i odkurzył swój rękopis „Rapsodii”, który przez ponad 50 lat leżał wraz z innymi dokumentami schowany w walizce leżącej w garażu i zabrał go do Waszyngtonu.

Do amerykańskiej premiery „Rapsodii 1939-1945” L. Spellmana doszło ostatecznie w styczniu 2000 r. Przez następne lata utwór był wielokrotnie z powodzeniem wykonywany w USA. Do zarejestrowania rapsodii w studiu i wydania na płycie kompozytora nakłoniły jego dzieci. Leo uległ ich namowom i jesienią 2001r. zwrócił się do Paula Hofferta, cenionego kompozytora i współzałożyciela art-rockowej grupy Lighthouse o pomoc w reorkiestracji i nagraniu utworu. Hoffert po otrzymaniu rygorystycznych i szczegółowych wskazówek od kompozytora „Rapsodii”, przystąpił do jej nagrywania z udziałem 15 muzyków (96-letni wtedy Spellman co prawda nie grał osobiście, ale asystował w studiu). Leo był aktywny i samodzielny do późnej starości (kierował samochodem aż do 97 roku życia). W ostatnich miesiącach długiego żywota wreszcie zyskał należne sobie uznanie w Kanadzie. 3 września 2012 r. był gościem specjalnym wyprzedanego do ostatniego miejsca koncertu w Centrum Harbourfront w Toronto, gdzie z uwagą wysłuchał wykonania swojej kompozycji przez 30-osobową orkiestrę pod batutą Paula Hofferta. Tym samym został świadkiem triumfalnej oraz znakomicie odebranej kanadyjskiej premiery swego sztandarowego dzieła. Zmarł 24 października 2012 roku, dziewięć miesięcy przed setnymi urodzinami.

Po śmierci Spellmana jego dzieci dokonały niezwykłego odkrycia, gdy porządkując pamiątki po zmarłym ojcu znalazły nieznane im wcześniej dzienniki Leo z czasów wojny. Są one szczegółową relacją z życia w ukryciu po ucieczce z ostrowieckiego getta i zostały sklasyfikowane jako wyjątkowo cenne i wiarygodne historyczne źródło. Wraz z inspirowaną tymi samymi wydarzeniami i przeżyciami muzyką „Rapsodii 1939-1945” są niezwykłą opowieścią o sztuce, cierpieniu, woli przetrwania i ocaleniu. Na tym jednak bynajmniej nie kończy się proces upamiętniania życia i dokonań artysty. Leciwym kompozytorem z ostrowieckimi korzeniami zainteresował się również syn Paula Hofferta, uznany reżyser filmów dokumentalnych i programów telewizyjnych David Hoffert, który poznał Leo jeszcze w czasie prac nad nową orkiestracją rapsodii i od razu znalazł się pod jego urokiem. - Uznaliśmy wtedy, że postać i twórczość Leo Spellmana powinny być udokumentowane jeszcze za jego życia – wspomina Paul Hoffert. W czasie trwania nagrań „Rapsodii” młodszy z Hoffertów  rozpoczął trwającą jeszcze pracę nad realizacją filmu dokumentalnego, opowiadającego dzieje Spellmana, który zgodził się na udział w projekcie, mimo że wspomnienia wojny wywołały u niego wielki ból.



 

Komentarze użytkowników:

All rights reserved ® 2017 Miejskie Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim | Designed by TRaffii
http://www.kino.etiuda.o-c.pl